Analiza przyczyn inflacji determinuje strategię jej ograniczania 

Decyzje podejmowane w Polsce przez rząd (polityka fiskalna) i NBP (polityka pieniężna) nie pomagają w ograniczaniu inflacji. W Polsce nadal mamy problemy z dostosowaniem odpowiednich instrumentów w celu tłumienia silnej dynamiki wzrostu cen. Przyczyny wzrostu dynamiki inflacji są różne w zależności od poszczególnych krajów. Zrozumienie zachodzących procesów cenowych ułatwia stabilizację cen w średnim okresie. 

Przyczyn wzrostu inflacji jest wiele. Porównajmy sytuację Polski z kilkoma innymi krajami UE, na które rządowi ekonomiści często się powołują. By porównać rzetelnie sytuację w różnych krajach, należy wziąć pod uwagę inflację bazową (czyli oczyszczoną z cen surowców energetycznych i żywności – wtedy argument tzw. Putinflacji nie jest relewantny). I tak, w Holandii inflacja nominalna w kwietniu 2022 r. spadła do poziomu 11,2% (z rekordowych 12% w marcu), ale co ciekawe inflacja bazowa wyniosła zaledwie 3,5%, czyli osiągnęła pułap mniej niż połowy inflacji bazowej w Polsce (7,5% w kwietniu). Można zatem stwierdzić, że winnym wysokiej nominalnej inflacji w Holandii jest „Putinflacja” (Holandia jest bardzo uzależniona od importu surowców energetycznych z Rosji), ale w Polsce już tak nie jest. Największą inflację w UE (i strefie euro) wykazuje dzisiaj Estonia: aż 18,8%, z tego inflacja bazowa to poziom 7,9% (porównywalny z Polską). Przyczyną wysokiej inflacji w Estonii jest jednak z jednej strony szybki wzrost gospodarczy, ale też skokowy wzrost konsumpcji wywołany wycofaniem drugiego filaru emerytalnego we wrześniu 2021 r., co spowodowało wzrost rozporządzalnych dochodów o prawie 1 mld euro (w kraju o PKB wynoszącym 31 mld), które drastycznie wzmocniły oczekiwania inflacyjne. Z kolei inflacja bazowa na Litwie (9% w kwietniu 2022 r.) oraz nominalna (16,8%) jest napędzana bardzo szybkim wzrostem płac (10% w 2021 r. i 8,7% w 2022 r. wg prognoz). W niektórych zawodach (służba zdrowia czy informatyka) wynagrodzenia w ostatnich 5 latach niemal się podwoiły, a tempo ich wzrostu nie nadąża na Litwie za wzrostem wydajności, co w oczywisty sposób prowadzi do inflacji. Widać zatem, że przyczyny inflacji są w różnych krajach inne i automatyczne ich porównywanie z sytuacją Polski jest dalece niewłaściwe.

Inflacja bazowa (wg metodologii UE) wzrosła w Polsce ponad 3-krotnie bardziej niż w strefie euro, co powinno nas bardzo martwić. Podsycana ostre podwyżki stóp procentowych NBP przy jednoczesnej luźnej polityce fiskalnej rządu (tarcze antykryzysowe, obniżka PIT z 17 do 12%, 13. i 14. dodatkowe świadczenia emerytalne, powszechność świadczeń z programu 200+). Ponadto NBP mając wpływ na kurs naszej waluty, świadomie ją osłabiał, interweniując na rynku walutowym, by zwiększyć swój zysk wpłacany do budżetu (zgodnie z ustawą o NBP), tak jakby celem statutowym banku centralnego była maksymalizacja zysku. Z kolei wspomniany skup obligacji skarbowych przez NBP w czasie, gdy rząd potrzebował pieniędzy na walkę z pandemią (ok. 150 mld zł), spowodował olbrzymią nadpłynność banków, co ograniczyło skłonność banków do podwyższania oprocentowania depozytów. Poza tym wysokie stopy osłabiają popyt na kredyt bankowy. Skuteczna perswazja premiera Morawieckiego wobec banków kontrolowanych przez skarb państwa, by zwiększyły oprocentowania depozytów, nasuwa pytanie: jak zarządy tych banków wytłumaczą się z działań na szkodę instytucji, którymi zarządzają, bo przecież nie potrzebują tych depozytów?! 

Wysokie ceny energii to nie tylko tzw. efekt Putina, lecz dziesiątków lat zaniedbań wszystkich polskich rządów po 1989 roku. Od niemal 20 lat istnieje unijny system handlu  certyfikatami CO2, a w Polsce  nie zrobiliśmy postępu w transformacji energetycznej. Przypomnijmy również, że obecny rząd utrudniał propagowanie energetyki prosumenckiej (walka z wiatrakami na lądzie, wycofanie wsparcia dla fotowoltaiki). Poważnym źródłem inflacji jest też rządowy „Polski Ład”, który dokonał redystrybucji dochodów kosztem dodatkowych obciążeń dla tych, którzy mają możliwość przerzucenia nowych podatków na koszt swoich usług, co jest oczywistym impulsem inflacyjnym. Poraża też reakcja rządu na inflację. Zamiast ograniczać wydatki, rząd wprowadza proinflacyjne (bo finansowane długiem) tarcze, nazywając je dla niepoznaki „antyinflacyjnymi”. Swoje też robi nieszczęsna decyzja obniżenia przez rząd PiS-u wieku emerytalnego, zwiększająca deficyt finansów publicznych. Trwa żenująca licytacja między opozycją a rządem, jak skompensować ludziom skutki inflacji. Zanim jednak taka dyskusja będzie miała miejsce, powinna odbyć się rzetelna debata nad przyczynami eksplozji inflacji w Polsce. Bez niej zaproponowane lekarstwa będą zawsze ułomne i doprowadzą nas szybciej, niż myślimy do katastrofy gospodarczej.

Maciej Stańczuk

maciej.stanczuk@hotmail.com

Towarzystwo Ekonomistów Polskich (TEP) krzewi wiedzę ekonomiczną i wyjaśnia zjawiska gospodarcze współczesnego świata, propagując poszanowanie własności prywatnej, wolną konkurencję oraz wolność gospodarczą, jako warunki rozwoju Polski. Zrzesza praktyków biznesu i teoretyków różnych dziedzin nauk ekonomicznych.