07
Paź

0

Dyskusja o mechanizmach rynkowych w dobie kryzysu klimatycznego – ciąg dalszy

Wszystkie antyrynkowe reżimy – jak pokazuje masowe doświadczenie – skazują społeczeństwa zanim upadną na zacofanie i zastraszanie. To nie powstrzymuje jednak wielu publicystów, przed atakowaniem rynku, który jest przecież wyrazem wolności gospodarczej człowieka, czyli jednostki. Do tego typu antyrynkowych wypowiedzi należy felieton Jasia Kapeli, który opublikowała Krytyka Polityczna 2 października 2019 r.

17 września b.r. Rada Towarzystwa Ekonomistów Polskich (Rada TEP) opublikowała stanowisko dotyczące zmian klimatu w kontekście roli procesów rynkowych pt. „Zmiany klimatu a rola procesów rynkowych: czysty zysk jest możliwy” www.tep.org.pl/stanowisko-rady-tep-zmiany-klimatu-a-rola-procesow-rynkowych-czysty-zysk-jest-mozliwy. Jak mało które ze stanowisk, które Rada opublikowała w ostatnim roku, to wywołało dużo emocji wśród uczestników debaty publicznej. To może cieszyć, bo jest dowodem na to, że dotykamy tematów ważnych, o których warto dyskutować. Równocześnie życzylibyśmy sobie, aby dyskusja była rzetelna, tj. by odnosiła się do teorii ekonomii i praktyki biznesowej, a nie odwoływała się do błędnego posługiwania się pojęciami ekonomicznymi oraz błędnych schematów myślenia. Skrajnym przykładem jest felieton Jasia Kapeli.

Zacznijmy od samego tytułu felietonu (Czy na martwej planecie przeżyje tylko czysty zysk?), który jest manipulacją sugerującą, że Rada TEP w swoim stanowisku opowiada się za tym, by planeta była martwa, jeśli to ma zagwarantować zyski i funkcjonowanie kapitalizmu. Przeczytanie ze zrozumieniem naszego stanowiska pozwoliłoby J. Kapeli zauważyć, że zwracamy uwagę, że zmiany klimatu są ogromnym wyzwaniem, ale jednocześnie bardzo złożonym, dlatego odrzucamy utopijny postulat, że da się osiągnąć istotną poprawę w polityce klimatycznej wbrew bodźcom rynkowym i że wystarczy tylko wola polityczna czyli decyzje polityczne. Uważamy, że należy wykorzystywać mechanizmy rynku wraz z odpowiednimi instrumentami państwa (jak np. podatek węglowy czy systemy handlu emisjami). Ponadto zwracamy uwagę, że w dziedzinie poprawy efektywności nieoceniona jest rola rynku, w tym w szczególności chodzi o efektywność wykorzystania naturalnych zasobów, a także w proces akumulacji wiedzy i rozwoju technologii.

Czytając felieton J. Kapeli oraz inne podobne komentarze, trudno nie odnieść wrażenia, że ich autorom bardziej zależy na takich działaniach i politykach publicznych, które istotnie ograniczą gospodarkę rynkową (lub będą oznaczać odejście od niej), niż na skutecznych działaniach mających na celu ochronę klimatu. Klimat staje się zatem dla tych osób raczej dobrym pretekstem do promowania antyrynkowych i antywolnościowych idei, których celem jest dokonanie głębokich zmian społeczno-ekonomicznych, jeśli nie rewolucji.
W krajach o gospodarce centralnie planowanej, czyli gospodarce pozbawionej rynku (jak PRL) występowało ogromne marnotrawstwo zasobów, co skutkowało bardzo wysokim negatywnym wpływem na środowisko naturalne w przeliczeniu na jednostkę produkcji lub PKB. Proszę zajrzeć do statystyk na ten temat. Po upadku PRL nasz kraj był na skraju bankructwa, mając jednocześnie zdewastowane środowisko naturalne (stan powietrza, wód, gleb, itd.).

Gospodarki komunistyczne zużywały ogromne ilości paliw kopalnych, wody, energii etc., a mimo to nie zapewniały dobrobytu swoim mieszkańcom. Co więcej, te gospodarki właśnie z powodu braku rynkowych bodźców i cen nie były w stanie rozwijać, ani skutecznie wdrażać nowoczesnych technologii, wobec czego były skazane na tkwienie w pułapce niskiego rozwoju i wysokiej degradacji środowiska naturalnego. W przypadku prężnych gospodarek rynkowych jest inaczej – przedsiębiorcy, innowatorzy, ale także instytucje publiczne działające w ramach wyraźnych prawnych ograniczeń (subsydiarność) – znacznie skuteczniej znajdują rozwiązania problemów (także środowiskowych) niż partyjni aparatczycy.

Warto dodać, że w krajach bez gospodarki rynkowej nie było / nie ma również wolności politycznej i wolnych mediów (co oczywiście nie jest przypadkiem), w efekcie czego społeczeństwo nie było / nie jest informowane o szkodach w środowisku naturalnym. Nie istnieją niezależne organizacje pozarządowe (takie jak TEP lub Krytyka Polityczna), które w warunkach gospodarki rynkowej mogą ubiegać się o środki wśród wielu różnych podmiotów i działać dla realizacji swoich celów statutowych. Ponadto, państwo kontrolujące przedsiębiorstwa jest w konflikcie interesów – trudno oczekiwać, by nakładało dotkliwe kary za zanieczyszczenia na państwowe firmy, zwłaszcza, że w krajach niedemokratycznych bez gospodarki rynkowej nie ma także niezależnego sądownictwa. Oznacza to, że państwo może zrobić z zasobami naturalnymi oraz prywatną własnością co tylko zechce, stosując siłę. Najnowszym przykładem jest Wenezuela – nie da się pogodzić socjalizmu z demokracją. W związku z powyższym, aż strach pomyśleć, w jakiej obecnie bylibyśmy sytuacji, gdyby na całym świecie panował komunizm – poza biedą, głodem, terrorem, mielibyśmy do czynienia z ogromną dewastacją środowiska naturalnego, dalece większą niż obecnie.

Dlatego też trudno nam dostrzec związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy dewastacyjnym korzystaniem ze środowiska a jedynie modelem gospodarki rynkowej. J. Kapela wydaje się nie dostrzegać, że eksploatacja środowiska naturalnego w gospodarce rynkowej zależy od regulacji (nakładanych przez rząd/parlament; w przypadku krajów członkowskich także przez UE) oraz aktualnego poziomu technologii i wiedzy.

Wytłumaczeniem (ale nie do zaakceptowania nawet w przypadku felietonu) może być generalna ignorancja J. Kapeli w kwestiach ekonomicznych. Autor powołuje się na opracowania naukowe, ale bez zrozumienia terminów ekonomicznych. Odnosząc się do zdania: „Być może TEP o tym nie słyszało, ale raport (Stern review: The economics of Climate change) uznaje zmiany klimatu za największą klęskę gospodarki rynkowej oraz sugeruje podjęcie takich środków zaradczych jak np. podatki ekologiczne” nie sposób w pierwszej kolejności nie odnieść się do anglojęzycznego terminu market failure, do którego autor nawiązuje. Chodzi o „zawodność rynku”, czyli zjawiska negatywne obserwowane na rynku. Występują one wówczas, gdy splot różnych okoliczności wpływa na decyzje jednostek w taki sposób, że nie prowadzą one do racjonalnych, korzystnych i najbardziej efektywnych skutków dla całego społeczeństwa. Właśnie raport Sterna wskazuje, że zmiany klimatu są taką zawodnością rynku, natomiast wcale nie wskazuje, że to model gospodarki rynkowej jest tego winowajcą. Dodatkowo opracowanie Sterna wskazuje właśnie na mechanizmy oparte na bodźcach rynkowych (podatek ekologiczny) jako sposób radzenia sobie z takimi nieprawidłowościami. Z takim podejściem zgadza się również ponad 3,5 tys. ekonomistów – sygnatariuszy stanowiska „Economists’ statement on carbon dividends”, wśród których jest 27 laureatów nagrody Nobla czy 4 byłych przewodniczących Rezerwy Federalnej. Czy zdanie tych ekonomistów również nic nie znaczy dla Jasia Kapeli, autora felietonu?

Musimy podkreślić, że w naszym stanowisku wskazujemy właśnie na konieczność wykorzystywania mechanizmów rynku wraz z odpowiednimi instrumentami państwa (jak np. podatek węglowy czy systemy handlu emisjami). Równocześnie podkreślamy, że sam podatek bez efektywnie funkcjonujących rynków, będzie miał ograniczone efekty ekonomiczne.

Nie sposób także pominąć podejścia J. Kapeli do koncepcji degrowth, jako koncepcji dotyczącej jakości życia, na którą składa się nie tylko wzrost gospodarczy, ale też również inne czynniki, np. poziom szczęścia. Wydaje się, że znów mylone są tutaj pojęcia ekonomiczne, gdyż autor raczej powinien się odnosić do pojęcia dobrostanu (well-being). Postwzrost (degrowth) zgodnie z podstawową interpretacją oznacza „ujemny wzrost”. Poprawa dobrostanu z pewnością nie wystąpi w przypadku ujemnego wzrostu gospodarczego, co zdaje się twierdzić autor. My możemy dodać, że jest nie do pogodzenia – bowiem odgórne ograniczanie aktywności ekonomicznej oznacza ograniczanie wolności osób przedsiębiorczych i pracowitych jednostek, a więc negatywnie wpłynie na ich poziom szczęścia.

Musimy zarazem podkreślić, że w gospodarce kapitalistycznej ludzie mają wybór i nie muszą podążać za większymi korzyściami finansowymi. Pracownicy nie muszą negocjować podwyżek, a firmy nie muszą kierować się maksymalizacją zysku. Ludzie mają jednak różne preferencje, różne cele, ambicje i dążenia, zatem odgórne ograniczania możliwości rozwoju niektórym jest rozwiązaniem antywolnościowym, nieuchronnie prowadzącym do wykluczania pewnych grup. To poziom wiedzy i dostęp do informacji, jakże ważny w otwartych modelach gospodarki rynkowej, zapewniają bardziej racjonalne decyzje, nie tylko dla jednostki, ale także dla społeczeństwa.

Na koniec w sprawie formalnej, ale ważnej: TEP nie jest jednostką naukową, a stanowiska Rady, choć oczywiście przygotowane na podstawie zakumulowanej wiedzy ekonomicznej, nie są artykułami naukowymi. W krótkim stanowisku nie podajemy więc źródeł danych, ani nie odwołujemy się do konkretnych teorii ekonomicznych i prac teoretyków i badaczy. Taki charakter naszej wypowiedzi nie daje jednak żadnych podstaw J. Kapeli do podważania dorobku ekonomii jako nauki, gdyż również przedstawiciele innych dziedzin – poza pisaniem artykułów naukowych – publikują w innych formach, w celu dotarcia do szerszego grona odbiorców. Dzięki temu debata na temat ważnych problemów – ważnych dla całego społeczeństwa – nie ogranicza się do wąskiego grona specjalistów.
Życzylibyśmy sobie jednak, by dyskusja była jednak merytoryczna i by odnosiła się do faktów. Tego zabrakło w felietonie Jasia Kapeli.

Rada Towarzystwa Ekonomistów Polskich

Towarzystwo Ekonomistów Polskich (TEP) krzewi wiedzę ekonomiczną i wyjaśnia zjawiska gospodarcze współczesnego świata, propagując poszanowanie własności prywatnej, wolną konkurencję oraz wolność gospodarczą, jako warunki rozwoju Polski. Zrzesza praktyków biznesu i teoretyków różnych dziedzin nauk ekonomicznych.