Rynki, przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowe zaczynają wykazywać duże rozczarowanie i w przyszłości mogą stać się silną przeciwwagą dla woluntaryzmu politycznego i gospodarczego, który sam w sobie nigdy nie zapewnia bogactwa narodom.
Pojawienie się w historii myśli ekonomicznej obok ekonomii przymiotnika polityczna było niewątpliwym postępem. Pokazywało, że ludzkość potrafi mądrze gospodarować nie tylko w skali mikro, ale również w skali makro i ekonomia potrafi tę złożoność wyjaśniać. Znacznie gorzej zaczęło się dziać z ekonomią i gospodarkami, gdy w ekonomii politycznej zaczęły się pojawiać dopełnienia w postaci rzeczowników kapitalizmu, socjalizmu, komunizmu itd., w których władza polityczna narzuca gospodarce i ekonomii swoją wolę.
Dużym jednakże sukcesem, pomimo początkowych obaw, zakończyła się ekonomia polityczna Ronalda Reagana – renesans liberalizmu gospodarczego, którego bardzo udanym dzieckiem jest też polska transformacja społeczna, polityczna i gospodarcza.
Ekonomia polityczna obecnego prezydenta USA Donalda Trumpa na razie nie rokuje dobrze. Administracji Ronalda Reagana udało się świetnie zharmonizować cztery podstawowe regulatory gospodarki: władzy politycznej państwa, rynków, przedsiębiorców i gospodarstw domowych. W przypadku Donalda Trumpa rynki, przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowe zaczynają wykazywać duże rozczarowanie i w przyszłości mogą stać się silną przeciwwagą dla woluntaryzmu politycznego i gospodarczego, który sam w sobie nigdy nie zapewnia bogactwa narodom. Zwróćmy uwagę na zwiastuny oporu pozostałych regulatorów.
Rynki, szczególnie rynki finansowe, po wyborach przyjęły raczej dość dobrze wybór Donalda Trumpa: na początku roku różnica rentowności pomiędzy obligacjami skarbowymi dziesięcioletnimi a obligacjami dwuletnimi (sławetny spread) wzrosła nawet do ponad 40 małych punktów procentowych (bipsów), rosnąc silnie z poziomu 5 punktów na początku grudnia 2024 roku. Jednakże po miesiącu rządów nowej ekipy różnica ta spadła już do 20 punktów. Nie cieszy to nowej administracji. Wprawdzie ekipa Joe Bidena miała od 2022 roku tę różnicę ujemną, co podręcznikowo uważane jest za zwiastun nadchodzącego kryzysu gospodarczego, ale przed wyborami osiągała już też 20 punktów na plusie, jakkolwiek wciąż z silnymi wahaniami. Sytuacja na rynkach finansowych nadal fatalnie wpływa na inwestycje w USA. Rynki na pewno będą silnym obiektywnym cenzorem poczynań nowej administracji i na pewno tanio jej nie pomogą.
Przedsiębiorcy, szczególnie ci najwięksi, Elon Musk, i inni przedstawiciele broligarchii z GAFAMA czy FAANG, też początkowo entuzjastycznie przyjęli zwycięstwo Donalda Trumpa i manifestują swoją zbieżność interesów z nową administracją. Teorie przedsiębiorczości i zarządzania strategicznego pokazują jednakże, że silnie bratanie się władzy politycznej z biznesem charakteryzuje raczej końcowe fazy cyklu życia produktów i organizacji niż początkowe – innowacyjne i przedsiębiorcze, które zapewniają gospodarkom rozwój. Trudno się spodziewać, aby najbogatsi przedsiębiorcy ze swoimi wielkimi firmami zaczęli prowadzić z nową administracją politykę promowania nowych innowacyjnych wejść na rynek zagrażającym ich pozycjom dominującym. W uznaniowych politycznie pozycjach biznesowych, a nie w rynkowej konkurencji może dochodzić do wielu sprzeczności interesów również między największymi, co odczuwa dzisiaj Nvidia pragnąca nadal utrzymywać swoją potęgę na sprzedaży wyrafinowanych chipów (np. H20) do Chin.
Gospodarstwa domowe przyjęły nowa administrację USA z nadzieją, że pokona ona ich wroga publicznego numer jeden, jakim jest inflacja.
Ta ostatnia stała się główną przyczyną porażki Partii Demokratycznej. Perspektywa zakończenia walki z inflacją jednakże zarówno na świecie, jak i w USA istotnie się oddala. Nie udało się zlikwidować wszystkich wirusowych siedlisk inflacji, albo jak dosadniej powiada John Cochrane z Uniwersytetu Stanforda, wszystkich karaluchów inflacyjnych, które nadal mogą się silnie rozmnażać. Walce z inflacją na pewno nie sprzyjać będą zapowiadane przez Donalda Trumpa nowe cła lub wzrosty taryf celnych. Nie będzie też sprzyjać deportacja imigrantów, ponieważ z jednej strony ci z słabiej wykształceni obniżają koszty w USA, a z drugiej z strony ci dobrze wykształceni przyczyniają się do wzrostu produktywności gospodarki USA.
Niezwykle pikantnym obrazem ekonomii politycznej Donalda Trumpa i wszystkich czterech regulatorów może się okazać dolar USA. Prezydent Trump chciałby zarazem silnego i słabego dolara. Silnego, aby obniżał inflację pobudzaną wysokimi cłami, ale słabego, aby promował amerykański eksport. Tą kwadraturę koła stara się, na razie teoretycznie, rozwiązać jeden z jego doradców ekonomicznych Stephen Miran. Proponuje wręcz nowy Bretton Woods, w którym zagraniczni posiadacze dolarów musieliby kupować amerykańskie bony skarbowe, aby oddzielić popyt i podaż dolara z handlu zagranicznego od popytu i podaży dolara jako waluty rezerwowej świata. Czy okaże się Lafferem Trumpa? Dolar może znaleźć się na rollercoasterze.
Prof. Adam Noga
—————–
Autor pracuje w Akademii Leona Koźmińskiego, członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich.
Towarzystwo Ekonomistów Polskich (TEP) krzewi wiedzę ekonomiczną i wyjaśnia zjawiska gospodarcze współczesnego świata, propagując poszanowanie własności prywatnej, wolną konkurencję oraz wolność gospodarczą, jako warunki rozwoju Polski. Zrzesza praktyków biznesu i teoretyków różnych dziedzin nauk ekonomicznych.





