Wzrost kosztów nawozów i paliw przełoży się na ceny żywności dla konsumentów. Pojawi się też konkurencja ze strony producentów, którzy – jak Ukraina czy Brazylia – byli do tej pory silniej obecni w rejonie Zatoki Perskiej. Kluczowy jest czas trwania konfliktu.
Konsekwencje ataku na Iran dla sektora produkcji żywności nie można jeszcze w pełni ocenić. Zależą one przede wszystkim od czasu trwania operacji wojskowej i jej wpływu na przepustowość szlaków żeglugowych. Można natomiast podjąć próbę identyfikacji obszarów, gdzie wpływ jest istotny. To: dostępność rynków zbytu, fizyczne przesunięcie strumieni handlu żywnością, zmiany cen nawozów oraz ropy naftowej i paliw. Dodatkowo należy brać pod uwagę jeszcze większy niż dotychczas wzrost globalnej niepewności. Skoncentruję się na perspektywie Polski.
Region, na który działania zbrojne wpływają bezpośrednio, jest większy niż Iran – to kraje narażone na odcięcie dostaw drogą morską. Strefa konfliktu obejmuje więc oprócz Iranu także Arabię Saudyjską, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn, Irak, Kuwejt, Liban, Oman, Katar i Jemen. Nie włączamy do niej Izraela, przyjmując że prawdopodobieństwo blokady dostaw morskich do tego kraju jest niskie.
Kraje strefy konfliktu nie są kluczowe z perspektywy eksportu żywności z Polski, więc ewentualne wstrzymanie wymiany handlowej z nimi ma ograniczony wpływ na kondycję krajowych producentów na poziomie całych branż, choć dla poszczególnych przedsiębiorstw może być istotne. W 2024 r. łączna wartość żywności tam eksportowanej była poniżej 700 mln euro, więc stanowiła zaledwie 1,5 proc. wartego ok. 48 mld euro polskiego eksportu towarów rolno-spożywczych. Największy rynek w tej grupie krajów to Arabia Saudyjska (do 40 proc. eksportu żywności do strefy konfliktu w ostatnich latach), następnie Zjednoczone Emiraty Arabskie (ok. 20 proc.) oraz Irak (ponad 10 proc.). Sam Iran to zaledwie 2 proc. eksportu polskich towarów rolno-spożywczych do tej grupy państw, co w 2024 r. przełożyło się na kwotę 13 mln euro.
Największymi eksportowanymi grupami produktowymi były wyroby piekarnicze (ok. 147 mln euro w 2024 r.), sery (80 mln euro), mięso drobiowe (54 mln euro), słodycze (38 mln euro), czekolada (35 mln euro) i cukier (33 mln euro). W całości eksportu z Polski w danej kategorii największy udział osiągnęły sery (7 proc.), słodycze, cukier i wyroby piekarnicze (5 proc.). W przypadku mięsa drobiowego było to nieco powyżej 1 proc.
Potencjalnie bardziej istotny może być efekt związany ze zmianą kierunku przepływów towarów innych producentów. Dla Ukrainy w 2024 r. Arabia Saudyjska była drugim co do wielkości rynkiem eksportu mięsa drobiowego. Istotne ilości tego towaru płynęły z Ukrainy także do Iraku i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, a w mniejszym stopniu także do Omanu i Kuwejtu. Zboże i oleje roślinne trafiały z Ukrainy do Libanu, Iraku, Arabii Saudyjskiej.
Brak możliwości transportu towarów na rynki docelowe może przełożyć się na zmianę bilansu w Europie i w konsekwencji negatywnie wpłynąć na możliwości zbytu towarów polskich producentów. Tym bardziej, że silną pozycję w strefie konfliktu ma też Brazylia – w 2024 r. dostarczyła tam mięso drobiowe za ok. 1,5 mld dol., głównie do Arabii Saudyjskiej, Iraku i Kuwejtu.
Wzrost cen węglowodorów i ograniczenia ich fizycznej dostępności przekładają się z kolei na możliwości produkcji i stosowania nawozów. Jest to jeden z głównych czynników kosztowych w produkcji roślinnej. Ocenia się, że przez Cieśninę Ormuz przepływa 25-30 proc. światowego handlu nawozami azotowymi. Zatrzymanie tego strumienia szybko przełoży się na ceny rynkowe. QatarEnergy, które w zeszłym roku wyeksportowało 5,4 mln t mocznika (ok. 10 proc. globalnego eksportu drogą morską), wstrzymało po atakach dronowych produkcję siarki, amoniaku i mocznika. Inni producenci w regionie rozważają spowolnienie lub czasowe wstrzymanie produkcji nawozów.
W Polsce 2 marca Grupa Azoty poinformowała o odwołaniu cenników nawozów azotowych oraz wstrzymaniu przyjmowania zamówień, a 5 marca podała, że powróci do przyjmowania zamówień na nawozy azotowe i standardowej współpracy na bieżących warunkach rynkowych. Producenci rolni zakupy nawozów jednak rozkładają w czasie, więc dla większości efekt wzrostu ceny nie skumuluje się w jednym momencie. Dodatkowo ograniczenie nawożenia w jednym sezonie, po latach typowego gospodarowania, nie wpłynie w drastyczny sposób na plonowanie – pełnię efektów widać dopiero w kolejnych sezonach.
Konsekwencją ograniczenia podaży ropy naftowej na światowym rynku jest wzrost cen paliw. To również wpływa bezpośrednio na koszty produkcji rolnej, zwłaszcza polowej, a także na koszty logistyki, podnosząc ostatecznie ceny na półkach sklepowych. Atak na Iran doprowadził do rozchwiania cen ropy. 9 marca notowania ropy Brent zbliżyły się do 120 dol. za baryłkę, by później w ciągu dnia spaść do 90 dol.
Rynki szybko reagują na deklaracje polityczne, a te są w kwestii wojny z Iranem dynamiczne. Z cenami ropy pozytywnie skorelowane są światowe ceny zbóż i tłuszczów roślinnych. Te z kolei mają decydujący wpływ na poziom cen w Polsce. Kierunki rozwoju cen ropy naftowej także mają wpływ na to, jaką stawkę za plony ostatecznie otrzymuje polski rolnik. Na razie globalne notowania surowców rolnych od czasu rozpoczęcia ataku na Iran zareagowały wzrostem cen o ok. 10 proc. w przypadku pszenicy oraz niespełna 5 proc. w przypadku rzepaku (9 marca). Zatem zmiany są widoczne, ale daleko im do szoku obserwowanego po ataku Rosji na Ukrainę w 2022 r.
Oczywistym, bardziej poważnym zagrożeniem niż szybkie fluktuacje cen, byłyby uszkodzenia infrastruktury do obsługi handlu węglowodorami. Pierwsze dni wojny pokazały, że takie obiekty są celami ataków. W razie uszkodzenia ich odbudowa może zająć nawet lata, tym bardziej że prawdopodobnie będzie prowadzona pod ryzykiem kolejnego ataku. To może przesunąć ceny nośników energii na wyższe poziomy, na których pozostaną przez dłuższy czas, ze wszystkimi tego konsekwencjami.
Atak na Iran to kolejne z wydarzeń składające się na erę globalnej niepewności. Działania zbrojne dotknęły Cieśninę Ormuz, kluczowy rejon dla funkcjonowania przepływów światowej gospodarki. Główny aktor zdecydował się na podjęcie ryzyka, jakiego wcześniej unikano. Naruszono kolejne tabu. Jeśli w ostatnich latach mieliśmy do czynienia z blokadami głównych wąskich gardeł globalnej logistyki, to były to zdarzenia losowe, jak choćby blokada Kanału Sueskiego przez osiadły na mieliźnie kontenerowiec Ever Given w 2021 r. Tym razem przerwy w żegludze to wprost konsekwencja decyzji przywódców politycznych krajów istotnych dla stabilności światowego ładu.
To właśnie decyzje światowych przywódców i ich komunikacja są teraz kluczowe dla rozwoju sytuacji. Dla polskiego sektora produkcji żywności krótki konflikt, tj. trwający maksymalnie kilka tygodni, ma znaczenie ograniczone i nie zmienia jego strategicznej pozycji. Im dłużej trwa, tym sytuacja będzie stawać się trudniejsza. Wzrost kosztów produkcji i funkcjonowania będzie musiał przełożyć się na wzrost cen dla konsumentów, narażając ich na konieczność rewizji zwyczajów zakupowych. Jednak poważniejszą konsekwencją dla lokalnego sektora w średnim terminie może być konieczność zwiększonej konkurencji z producentami, którzy byli dotychczas silniej obecni w rejonie konfliktu, jak Ukraina czy Brazylia.
Grzegorz Kozieja – członek TEP, dyrektor Departamentu Analiz Food&Agro i Specjalizacji Sektorowych w BNP Paribas Bank Polska.
Towarzystwo Ekonomistów Polskich (TEP) krzewi wiedzę ekonomiczną i wyjaśnia zjawiska gospodarcze współczesnego świata, propagując poszanowanie własności prywatnej, wolną konkurencję oraz wolność gospodarczą, jako warunki rozwoju Polski. Zrzesza praktyków biznesu i teoretyków różnych dziedzin nauk ekonomicznych.





