Zamiast pytać, jak zwiększyć dzietność, powinniśmy zastanowić się, jak sprawić, by państwo, gospodarka i usługi publiczne mogły sprawnie funkcjonować w warunkach trwałego spadku liczby ludności.
Między rokiem 2024 a 2025 ludność Polski zmniejszyła się o 157 tys. osób – wynika z najnowszych danych GUS. To tak, jakby w ciągu 12 miesięcy zniknęły Opole i Sopot. Prognozy demograficzne nie pozostawiają złudzeń – z roku na rok będzie nas coraz mniej.
Na koniec 2025 r. liczba mieszkańców Polski wyniosła 37,3 mln, chociaż jeszcze dziesięć lat temu było nas blisko 38,5 mln. Oznacza to, że w ciągu dekady populacja naszego kraju skurczyła się o ponad 1,1 mln osób (o 3 proc.). Prognozy demograficzne wskazują, że w najbliższych dziesięcioleciach czeka nas jej dalsze zmniejszenie. Według przewidywań GUS, liczba mieszkańców Polski w 2060 r. może zmaleć do 28,4 mln. Jeszcze bardziej pesymistyczne są przewidywania ONZ, według których w 2100 r. populacja Polski może skurczyć się do 19,4 mln osób. Możemy zatem zapomnieć o kraju nad Wisłą liczącym 40 mln mieszkańców – niespełnionym marzeniu, które pozostanie poza naszym zasięgiem.
Główną przyczyną spadku populacji jest rekordowo niska liczba urodzeń. W poprzednim roku w naszym kraju na świat przyszło 238 tys. dzieci, a więc o ok. 14 tys. mniej niż w 2024 r. Tendencja ta jest konsekwencją niskiego współczynnika dzietności, czyli średniej liczby dzieci przypadających na jedną kobietę w wieku 15–49 lat. W ostatnich latach proces ten dodatkowo potęguje malejąca liczba kobiet w wieku rozrodczym, co stanowi efekt wchodzenia roczników niżu demograficznego w ten okres życia.
Według danych Eurostatu w 2024 r. współczynnik dzietności w Polsce wyniósł 1,14. Oznacza to, że w ciągu swojego życia statystyczna Polka rodzi tylko jedno dziecko. W Unii Europejskiej niższy współczynnik dzietności odnotowano tylko w trzech krajach: Malcie (1,01), Hiszpanii (1,10) i Litwie (1,11).
Współczynnik dzietności na poziomie 1,1 oznacza niewiarygodnie szybkie kurczenie się populacji, ponieważ pokolenie dzieci jest o połowę mniejsze od pokolenia rodziców. Skutkuje to istotnymi zmianami proporcji w strukturze ludności – maleje liczba osób młodych, rośnie natomiast udział osób starszych. W efekcie przyspiesza proces starzenia się społeczeństwa, dodatkowo potęgowany przez wydłużanie się przeciętnego trwania życia. Jednocześnie narasta presja na systemy zabezpieczenia społecznego, a także zwiększa się ryzyko ograniczenia dostępu do usług publicznych. Zmniejszenie liczby osób w wieku produkcyjnym bezpośrednio wpływa również na rynek pracy, osłabiając jego potencjał i moce wytwórcze.
Tylko współczynnik dzietności na poziomie 2,1 lub wyższym umożliwia zastępowanie pokoleń, dzięki czemu populacja pozostaje stabilna, a wyzwania demograficzne dla społeczeństwa i rynku pracy są łagodzone. Jednak w żadnym kraju Unii Europejskiej współczynnik dzietności nie osiąga tego progu. W 2024 r. najwyższy odnotowano w Bułgarii (1,72) i Francji (1,61), przy średniej ogólnoeuropejskiej na poziomie 1,34. Czy oznacza to, że problem depopulacji dotyczy wyłącznie Unii Europejskiej? Zdecydowanie nie.
Choć kryzys dzietności często kojarzony jest z Europą, dotyczy zdecydowanej większości świata. Według danych ONZ w 2023 r. globalny współczynnik dzietności wyniósł 2,25, przy czym wyłącznie w Afryce przekroczył poziom zapewniający zastępowalność pokoleń, osiągając wartość 4,07. W innych częściach świata jego średnia wartość kształtowała się od 1,40 w całej Europie, poprzez 1,60 w Ameryce Północnej i 1,64 w Australii, do 1,71 w Ameryce Południowej i 1,88 w Azji.
Prognozy ONZ pokazują, że światowa populacja będzie w przyszłości ulegać stopniowym przeobrażeniom. Do 2084 r. przewiduje się jej wzrost do poziomu około 10,3 mld osób, po czym zacznie stopniowo maleć. Przewiduje się, że w 2100 r. współczynnik dzietności na świecie wyniesie 1,84, przy czym w Afryce obniży się do 2,02, a w pozostałych częściach świata nadal będzie poniżej progu zastępowalności pokoleń.
Dane mówią wprost: spadek dzietności jest zjawiskiem globalnym, obserwowanym w większości regionów świata. Oznacza to, że mamy do czynienia nie z przejściowym kryzysem demograficznym, lecz z trwałą zmianą. Malejąca liczba urodzeń, prowadząca w konsekwencji do depopulacji oraz – w dalszej perspektywie – do zmniejszenia się liczby kobiet w wieku rozrodczym, nie jest wyłącznie problemem Polski czy Europy. Stanowi natomiast zjawisko kształtujące strukturę ludności całego globu.
We współczesnym świecie spadek dzietności wynika przede wszystkim ze zmian społecznych i kulturowych. Coraz więcej kobiet stawia na stabilizację finansową, rozwój zawodowy i większą autonomię w życiu prywatnym. Posiadanie licznej rodziny nie jest już nadrzędnym celem, jak w pokoleniu rodziców, a decyzja o macierzyństwie podejmowana jest później i częściej ogranicza się do jednego dziecka.
Depopulacja nie jest procesem neutralnym, lecz stanowi poważne wyzwanie dla funkcjonowania państwa. Spadek liczby ludności wpływa na kluczowe obszary życia społeczno-gospodarczego: rynek pracy, finanse publiczne, system ochrony zdrowia, opiekę długoterminową, edukację i system emerytalny. Zjawisko to prowadzi również do wyludniania się wsi i miasteczek, a w konsekwencji do ograniczenia dostępu mieszkańców do usług publicznych.
Skoro spadek dzietności jest zjawiskiem globalnym, mało prawdopodobne jest szybkie odwrócenie tej tendencji. Dlatego zamiast wielokrotnie stawianego pytania „jak zwiększyć dzietność?”, powinniśmy częściej kierować uwagę ku innej, bardziej zasadniczej kwestii: jak sprawić, by państwo, gospodarka i usługi publiczne mogły sprawnie funkcjonować w warunkach trwałego spadku liczby ludności? Od odpowiedzi na to pytanie zależeć będzie kondycja społeczna i gospodarcza Polski.
Paweł Janukowicz jest doktorem nauk społecznych w dyscyplinie ekonomia i finanse, a także członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich.
Towarzystwo Ekonomistów Polskich (TEP) krzewi wiedzę ekonomiczną i wyjaśnia zjawiska gospodarcze współczesnego świata, propagując poszanowanie własności prywatnej, wolną konkurencję oraz wolność gospodarczą, jako warunki rozwoju Polski. Zrzesza praktyków biznesu i teoretyków różnych dziedzin nauk ekonomicznych.





