Jeśli jako alternatywę dla wyceny efektywności przyjmiemy sztuczną inteligencję, w bardzo wielu obszarach wycena pracy ludzkiej, czasu i wiedzy dramatycznie spadnie.
Na pierwszych stronach w mediach pojawiają się kolejne doniesienia o najnowszych, bardziej rozwiniętych wersjach sztucznej inteligencji, promowane przez firmy udostępniające te rozwiązania za niewielką opłatą. Proponuję, by zamiast ekscytować się, jak i kiedy AI nas zastąpi, spojrzeć z perspektywy makroekonomicznej na konsekwencje upowszechniania zastosowań sztucznej inteligencji.
W aktualnym ujęciu OECD efektywność ekonomiczna odnosi się do tego, jak dobrze wykorzystywane są zasoby. Oznacza ona przekształcanie nakładów – np. kapitału, pracy, czasu, wiedzy czy zasobów naturalnych – w rezultaty działalności (np. produkty) w sposób możliwie najbardziej ekonomiczny w porównaniu z dostępną alternatywą.
Wydaje się, że technologia sztucznej inteligencji właśnie zmienia jeden z kluczowych paradygmatów ekonomii. Pojęcie efektów pracy, rozumianej jako mieszanka wiedzy i czasu potrzebnego do zrealizowania określonego efektu, powoduje przy włączeniu do działalności AI zburzenie obecnych zasad wyceny wartości. I strumieni płatności.
Prosty przykład z obszaru ochrony zdrowia, na którego podtrzymanie w obecnym kształcie w Polsce trafia coraz więcej publicznych pieniędzy. Według Eurostatu w 2024 r. około 58 proc. mieszkańców UE w wieku 16-74 lata wyszukiwało w internecie informacji związanych ze zdrowiem. Dla Polski w europejskim profilu zdrowotnym to 52 proc.
Według badania CBOS z maja 2026 r. aż 36 proc. dorosłych Polaków deklaruje, że w ciągu poprzednich trzech miesięcy korzystało z narzędzi generatywnej AI, takich jak ChatGPT, Gemini czy Copilot. Spośród osób korzystających z AI aż 48 proc. używało jej do uzyskania informacji lub porady w sprawach zdrowotnych, dotyczących np. objawów, leków albo zdrowia własnego lub osób bliskich.
Jeśli więc generatywna AI podaje diagnozę oraz sposób leczenia, jeśli rośnie nasze zaufanie do tej formy pozyskiwania wiedzy, która szybko zastąpiła mocno ułomnego „dr googla”, to wycena usług lekarzy musi zacząć drastycznie spadać. I nie tylko lekarzy, ale także prawników, nauczycieli, analityków czy szeroko rozumianego grona doradców. Ich pracę wyceniać należy obecnie poprzez porównanie z formą alternatywną – sztuczną inteligencją. To zjawisko o ogromnych konsekwencjach dla struktury gospodarki, w tym systemu podatkowego państwa czy zapotrzebowanie na pracę w różnych obszarach aktywności ludzkiej.
W obszarze medycyny największym wyzwaniem pozostanie właściwa diagnoza. Czy jednak nie mamy już przykładów, że trafne diagnozy, choćby w świecie kredytów hipotecznych, powstają całkowicie automatycznie? Szczególnie że nie mamy już prostej ankiety do wypełniania. AI wyłapuje różne niejasności i niekiedy ma wątpliwości co do naszych intencji czy prawdziwości przekazywanych danych. W świecie medycyny dołączanie obiektywnych wyników badań laboratoryjnych daje w zasadzie pełny obraz diagnostyczny i pozwala na zaproponowanie sposobu leczenia.
Pozostają oczywiście nierozstrzygnięte dwa podstawowe dylematy AI: kto ponosi odpowiedzialność za błąd oraz co dzieje się z naszymi danymi. I nienowe, ale coraz głośniej wyrażane wyzwanie: co, jeśli dostęp do AI ktoś nam wyłączy? Jeśli już samoistnie lub administracyjnie zmienimy strukturę rynku, a tu nagle dostęp zniknie?
Podstawowe odkrywane właśnie wyzwanie trzeba jednak nazwać i rozpocząć rozmowę o konsekwencjach i działaniach. Jeśli jako alternatywę wyceny efektywności przyjmiemy AI, w bardzo wielu obszarach wycena pracy ludzkiej, czasu i wiedzy dramatycznie spadnie.
Im mocniej będziemy się cyfryzować, tym użycie AI będzie sprawniejsze i bardziej wiarygodne. I chociaż nie od razu zastąpi różne czynności czy zawody, to bardzo szybko obniży ich stawki rynkowe.
Dr Marcin Murawski – jestczłonkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich.
Towarzystwo Ekonomistów Polskich (TEP) krzewi wiedzę ekonomiczną i wyjaśnia zjawiska gospodarcze współczesnego świata, propagując poszanowanie własności prywatnej, wolną konkurencję oraz wolność gospodarczą, jako warunki rozwoju Polski. Zrzesza praktyków biznesu i teoretyków różnych dziedzin nauk ekonomicznych.





