Programy inwestycyjne Bidena – czy powtórka New Deal? (17/2021)

Zaproponowany przez administrację Bidena plan odbudowy amerykańskiej infrastruktury o wartości 2 bln USD jest wyjątkowo ambitny. Wydaje się on stanowić odpowiedź na chińskie programy doganiania zachodu. Warto się bliżej przyjrzeć amerykańskiemu programowi, gdyż wiąże się z nim wiele problemów, zarówno po stronie jego wdrożenia, jak i możliwych skutków jego wprowadzenia. Należy zwrócić uwagę m.in. na ryzyko pojawienie się wyższej inflacji, jak i możliwość wystąpienie nierównowag w finansach publicznych. Duża skala interwencji ze strony państwa może przyczynić się również do ograniczenia mechanizmów rynkowych.

Na amerykański plan należy patrzeć przede wszystkim w kategoriach geopolitycznych. Stany Zjednoczone chcą za wszelką cenę stworzyć optymalne warunki do zachowania swojej globalnej hegemonii gospodarczej. Realizując wyborczy program pod nazwą „Odbudować lepiej” (Build Back Better), administracja Bidena w ciągu pierwszych 100 dni urzędowania przedstawiła Kongresowi trzy programy wsparcia gospodarczego. Zaproponowany w styczniu br. „Amerykański Plan Ratunkowy” (American Rescue Plan) został wprowadzony w życie w marcu i opiewał na 1,9 bln USD. Jego celem było złagodzenie skutków pandemii korono-wirusa. W marcu Biały Dom przestawił „Amerykański Plan Miejsc Pracy” (American Jobs Plan) o wartości 2 bln USD. Kwota ta ma zostać wydana  w okresie ośmiu lat, głównie na infrastrukturę. Wreszcie pod koniec kwietnia prezydent Biden przedstawił „Amerykański Plan Rodzinny” (American Family Plan) zorientowany na wsparcie kapitału ludzkiego. Program składa się z około 1 bln USD wydatków i 800 mld dolarów ulg podatkowych został rozłożony na dziesięć lat.

Przyjrzyjmy się uważniej projektowi wsparcia infrastruktury. Należy zauważyć  co najmniej trzy przeszkody, na jakie może on napotkać. Pierwsza to brak politycznej zgody wśród członków Kongresu i Senatu co do zakresu wydatków i struktury finansowania. Druga to ogrom proponowanych wydatków i efektywność ich wydania, który może wygenerować ryzyka związane ze wzrostem dynamiki inflacji oraz pojawieniem się nierównowagi w finansach publicznych. Wreszcie trzeci problem to sprawa samej realizacji założonych celów. Pomińmy barierę polityczną, bo jest ona trudna do szczegółowej oceny i jest na nią za wcześnie. Jeśli chodzi o sumy proponowanych wydatków, to są one ogromne:

  • 620 mld USD na transport,
  • 300 mld USD na przemysł,
  • 290 mld USD na budownictwo,
  • 280 mld USD na tworzenie miejsc pracy i innowacyjność,
  • 270 mld USD na usługi komunalne,
  • 140 mld USD na edukację.

Obecne wydatki na infrastrukturę to 380 mld USD rocznie. Licząc konserwatywnie, że „tylko” 1,8 bln USD programu opiewa na tradycyjną infrastrukturę, to mamy ok. 225 mld USD dodatkowych pieniędzy rocznie, czyli 60% całorocznych wydatków.

Pamiętajmy, że mówimy o wydatkach rok w rok, przez osiem lat. Amerykańska gospodarka, pomimo jej elastyczności, może nie być w stanie zaabsorbować takich sum bez pobudzenia inflacji. Już w tej chwili brakuje wykwalifikowanej, a często i nisko wykwalifikowanej siły roboczej. W niektórych dziedzinach może zabraknąć zarówno know-how, jak i kapitału ludzkiego. Wreszcie pomimo że słuszne, ale przeszkodą mogą być realia odnoszące się do struktury popytu. Na przykład, przestawienie parku samochodowego z napędu spalinowego na elektryczny jest nie tylko funkcją pieniędzy i bodźców, ale przede wszystkim preferencji konsumentów. 

Oddzielnym tematem jest stan samej infrastruktury w USA. W ciągu ostatnich 20 lat stan mostów, wiaduktów, lotnisk, dróg i usług komunalnych bardzo się polepszył. Badania wykazały, że tzw. luka inwestycyjna istnieje jedynie w przypadku dróg i portów. Stany Zjednoczone potrzebują zwiększonych wydatków publicznych, ale może nie tak dużych i być może nie w proponowanych proporcjach. Przy tak znacznych sumach, obawy co do „niepotrzebnych projektów” (white elephants) są szczególnie zasadne.   

Ewentualne problemy z realizacją planu można prześledzić na przykładzie projektu inwestycji związanych z internetem. Plan Bidena zakłada wydatki rzędu 100 mld USD na dostęp do szybkiego Internetu. Do tej pory sektor prywatny oferował dostęp do internetu tam, gdzie mógł zarobić, czyli w dużych aglomeracjach miejskich. Plan Bidena zapewne obejmie subsydia na budowę linii światłowodowych na terenach wiejskich. Cel ten jest do zrealizowania, ale wymaga czasu. 

Niektórzy twierdzą, że plan Bidena przypomina serię ustaw z lat 30. XX wieku Prezydenta Franklina Roosevelta, nazwanych New Deal. Wydaje się, że jednak lepszym odniesieniem historycznym do dzisiejszego planu tworzenia miejsc pracy jest „System amerykański” (American System) – program wsparcia gospodarczego z początków XIX wieku. Była to seria ustaw zaproponowana w latach 1815-1816 przez kongresmena Henry Clay’a. Opierała się ona na trzech filarach. Pierwszym były wyższe cła chroniące sektor przemysłowy, drugim było umocnienie wspólnej waluty w ramach nowego Banku Centralnego (Second Bank of the United States), a trzecim seria subsydiów przeznaczonych na budowę dróg, kanałów i infrastruktury wspierającej rolnictwo – ówcześnie najważniejszego sektora gospodarki. Wojna 1812 r. z Anglią uświadomiła politykom młodego jeszcze państwa, jak chwiejna była ich pozycja wobec najsilniejszego podówczas mocarstwa świata. System amerykański był odpowiedzią na słabości gospodarcze tamtych czasów. Patrząc w przyszłość, klasa polityczna Ameryki widzi dzisiaj Chiny jako przyszły odpowiednik Anglii na drodze do globalnej hegemonii. Plany Bidena powinny być więc analizowane nie tylko w kontekście dolarów i ich przeznaczenia, ale w kontekście stworzenia warunków do zachowania obecnej hegemonii gospodarczej USA. Warto również pamiętać, że ograniczania mechanizmów rynkowych w wyniku dużej interwencji państwa może stanowić poważny problem dla konkurencyjności amerykańskiej gospodarki w dłuższym okresie. 

Kontakt do autora:

Krzysztof Błędowski

Członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich

e-mail: krzysztof@bledowski.com

Towarzystwo Ekonomistów Polskich (TEP) krzewi wiedzę ekonomiczną i wyjaśnia zjawiska gospodarcze współczesnego świata, propagując poszanowanie własności prywatnej, wolną konkurencję oraz wolność gospodarczą, jako warunki rozwoju Polski. Zrzesza praktyków biznesu i teoretyków różnych dziedzin nauk ekonomicznych.