Rada Towarzystwa Ekonomistów Polskich wyraża głębokie zaniepokojenie aktualnym stanem finansów publicznych oraz brakiem działań koniecznych dla uniknięcia de facto złamania konstytucyjnego limitu długu publicznego.
Dane za rok 2024 oraz prognozy na 2025 r. wskazują na poważne pogorszenie sytuacji fiskalnej państwa. Deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych osiągnął w 2024 r. poziom 6,6 proc. PKB, co plasuje Polskę na przedostatnim miejscu w Unii Europejskiej (przed Rumunią). Rządowa prognoza na 2025 r. zakłada dalszy wysoki deficyt: 6,3 proc. PKB, a po uwzględnieniu zaliczek na sprzęt wojskowy – aż 7,8 proc. PKB. To najwyższy deficyt w historii III RP.
Równocześnie dług publiczny w relacji do PKB wzrósł o 5,8 pkt. proc., osiągając poziom 55,3 proc. PKB. Rządowa strategia zarządzania długiem przewiduje, że w 2026 r. przekroczy on de facto, chociaż nie de jure, limit 60 proc. PKB zapisany w Konstytucji RP w art. 216.
Ponieważ dług publiczny definiuje ustawa, to kolejne rządy doprowadziły do sytuacji, w której pomija on znaczącą część zadłużenia sektora finansów publicznych (SFP). W 2009 r. ówczesny rząd PO wyłączył z niego Krajowy Fundusz Drogowy, aby uniknąć przekroczenia konstytucyjnych progów ostrożnościowych zadłużenia w okresie globalnego kryzysu finansowego i kryzysu zadłużeniowego w strefie euro. W efekcie Państwowy Dług Publiczny (PDP) spadł do 95 proc. zadłużenia SFP. W 2020 r. rząd PiS wyłączył z definicji kolejne fundusze i programy w Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK) i Polskim Funduszu Rozwoju (PFR) w obliczu ryzyka przekroczenia konstytucyjnej granicy 60 proc. PKB w okresie pandemii COVID-19. W efekcie PDP spadł do 80 proc. zadłużenia SFP. W rezultacie, obecny rząd koalicyjny wydaje nie przejmować się osiągnięciem 60,9 proc. PKB zadłużenia w 2026 r., bo w PDP będzie to tylko 48,1 proc. PKB, a po przeliczeniu kursów walutowych na potrzeby limitów konstytucyjnych zaledwie 47,0 proc. PKB.
Jakkolwiek progi ostrożnościowe były już w ten sposób omijane, to jeszcze nigdy dług publiczny nie przekroczył 60 proc. PKB. Po tym konstytucyjny limit przestanie w praktyce obowiązywać, bo zawsze będzie można wyłączyć z niego kolejne składowe zadłużenia. Rządowe scenariusze pokazują, że jeżeli nierównowaga finansów publicznych utrzyma się na dotychczasowym poziomie, to dług, jak kula śnieżna, w ciągu niespełna półtorej dekady wzrośnie do 100 proc. PKB. Z kraju o umiarkowanym poziomie długu staniemy się jednym z bardziej zadłużonych krajów w UE.
Rząd PO ciągle korzysta z tzw. równoległego budżetu stworzonego przez poprzedników z PiS. Tworzą go fundusze ulokowane w BGK. Na 2025 r. zaplanowano w tych funduszach wydatki sięgające ponad 155 mld zł, które nie są objęte ustawą budżetową, a więc pozostają poza kontrolą parlamentu. Dług w tych funduszach przekroczył już 400 mld zł. Według projektu nowego budżetu w 2025 r. wyniesie on ponad 450 mld zł, a do 2028 wzrośnie do ponad 606 mld zł. To pozwala omijać konstytucyjne ograniczenia, a do tego narusza zasadę jedności zarządzania finansami publicznymi poprzez ustawę budżetową, co jest chronione przez Konstytucję RP w art. 219. Zbicie termometru nie zmienia jednak temperatury – realne koszty obsługi zadłużenia rosną wraz z pogarszającą się sytuacją finansów publicznych i zgodnie z przedstawionym przez Ministra Finansów „Sprawozdaniem z wdrażania średniookresowego planu budżetowo-strukturalnego na lata 2025-2028” jeszcze w tym roku osiągną poziom jaki wcześniej widzieliśmy jedynie u szczytu kryzysu zadłużeniowego w strefie euro.
W przypadku Narodowego Funduszu Zdrowia wiele faktów wskazuje na to, że rząd w praktyce utracił kontrolę nad równowagą finansową tego funduszu celowego, będącego częścią sektora finansów publicznych. Według raportu „Luka finansowa systemu ochrony zdrowia w Polsce. Perspektywa 2025-2027”, w budżecie NFZ w ciągu tych 3 lat zabraknie nawet 159 mld zł. Mimo to trudno dostrzec jakiekolwiek działania, które prowadziłyby do ograniczenia strukturalnej nierównowagi między przychodami a wydatkami NFZ – zamiast tego rząd doraźnie uruchamia „kroplówkę” dla będącego w ciężkim stanie NFZ oraz podejmuje próbę obniżenia składki zdrowotnej dla przedsiębiorców.
W tym kontekście cytowane wyżej sprawozdanie Ministra Finansów jest niewystarczające. Obejmuje jedynie obecny rok i jest bardzo ogólnikowe. Przede wszystkim, mamy znacząco wyższy punkt startowy deficytu w 2024 i 2025 r. niż we wcześniejszych prognozach rządowych, część wydatków na obronność w kwocie 1,5 proc. PKB rocznie nie będzie uwzględniana w ścieżce konsolidacji deficytu. To powoduje, że przedstawiona ścieżka stabilizacji długu (w relacji do PKB) w horyzoncie tej i następnej dekady jest już nierealna.
Temat uzdrowienia finansów publicznych powinien być przedmiotem ożywionej debaty politycznej, w tym debaty w ramach wyborów prezydenckich. Zamiast tego, w kampanii prezydenckiej pada wiele obietnic, które skutkowałyby dalszym zwiększaniem wydatków lub obniżaniem podatków i składek. Takie obietnice są nieodpowiedzialne w kontekście złego stanu finansów publicznych.
Rada Towarzystwa Ekonomistów Polskich apeluje do kandydatów, rządu i partii politycznych o potraktowanie naprawy finansów publicznych jako zasadniczego priorytetu w polityce gospodarczej państwa. Jako społeczeństwo musimy dokonać koniecznych kompromisów w sprawie priorytetowych wydatków z budżetu państwa. Mamy też prawo wiedzieć, czy rząd oraz przyszły Prezydent RP planują prowadzić politykę, której skutkiem będzie zmierzanie z wysokością długu do poziomu 100 proc. PKB, czy też chcą podążać ścieżką konsolidacji. Jeżeli ścieżką konsolidacji, to jakie wydatki będą ograniczone i/lub jakie podatki będą zwiększane.
Podsumowując, konieczne jest niezwłoczne przedstawienie przez rząd rzetelnego, zaktualizowanego i średniookresowego planu konsolidacji fiskalnej, który uwzględnia zarówno konieczność ograniczenia wydatków, jak i wzmocnienia strony dochodowej budżetu. Tylko w ten sposób możliwe będzie przywrócenie zaufania do polityki fiskalnej państwa oraz zapewnienie długofalowej stabilności makroekonomicznej Polski. Bez bezpiecznych finansów publicznych nie zapewnimy bezpieczeństwa państwa.
Rada Towarzystwa Ekonomistów Polskich
Zachęcamy do zapoznania się z artykułem Anny Cieślak-Wróblewskej w Rzeczpospolitej: Polska wydała na odsetki od długu 80 mld zł. Trzeba już bić na alarm?





