To nieprawda, że w Polsce funkcjonuje degresywny system podatkowy

W ostatnim czasie nasiliła się narracja, iż w Polsce podatki w są degresywne (w literaturze spotyka się również sformułowanie: regresywny). Tak postawiona teza wymaga szeregu ekwilibrystycznego założeń, które, gdy przyjrzymy się szczegółom, są wątpliwe i dwuznaczne. Takie idee jednak mają konsekwencję – ich cel to przekonanie społeczeństwa do akceptacji wyższych obciążeń podatkowych na rzecz państwa.

Podatki w Polsce są progresywne lub liniowe. Po transformacji na przełomie lat 80. i 90. wprowadzone zostały cztery rodzaje podatków: PIT, CIT, VAT (oraz akcyza, którą tu pomijam). PIT jest powszechny (z wyłączeniem rolników) i progresywny. Historycznie na przełomie XX i XXI wieku składał się z III progów podatkowych (w 1992: 20%, 30% i 40%; w 1994: 21%, 31% oraz 41%; w 1997: 20%, 32% i 44%; w 1998: 19%, 30% i 40%). W 2009 roku z III progu zrezygnowano, natomiast stawki wciąż ulegały zmianom na przestrzeni lat. W 2009 funkcjonowały dwie stawki podatku PIT (pierwszy próg – 18% i drugi prób – 32%), natomiast od 2020: 17% i 32%, oraz trzeci próg: danina solidarnościowa, powyżej 1 mln dochodu (4%). Warto zauważyć, że istnieje również kwota wolna od podatku. Znaczenie kwoty wolnej od podatku jest dla osób II progu podatkowym (w 2021: 85 528 zł ) jest niewielkie. CIT miał na starcie transformacji w Polsce liniową stawkę 40 proc, która była redukowana z biegiem lat (1997: 38%; 1998: 36%; 1999: 34%; 2000: 30%; 2001: 28%; 2003: 27%; obecnie od 2004 roku: 19%). Od 2004 roku również liniową stawką 19% opodatkowani są samozatrudnieni. VAT, będący podatkiem indywidualnym od konsumpcji wszedł w życie w 1993, funkcjonując z kilkoma stawkami (do 2011 roku 21% i 7%, oraz 3% obecnie: 23%, 8% 5%) podwyżka miała być tymczasowa, ale została na stałe).

Polski system podatkowy przez lata nie był uznawany za degresywny. Po pierwsze, odpowiada za to mechanizm  tzw. górnego limitu rocznej podstawy składek emerytalno-rentowych. Osoby lepiej zarabiające, odprowadzają składkę emerytalno-rentową tylko do momentu osiągnięcia górnego limitu składki w ZUS. Po drugie, dla jednoosobowych działalności gospodarczych (JDG) do degresji przyczynia się pogłówny charakter składek. Osoba prowadząca działalność może zadeklarować kwotę wyższą, ale nie musi (i w przypadku składek emerytalno-rentowych nie może to być kwota wyższa niż opisany wyżej górny limit). W efekcie wszystkie osoby samozatrudnione płacą co miesiąc określoną kwotę, a nie odsetek proporcjonalnie do wysokości przychodów.

Podobnie ekwilibrystycznie wygląda narracja przy uznawaniu VAT za podatek degresywny. Analitycy wychodzą z założenia, że nie jest ważne ile pieniędzy oddajemy kwotowo na zakupione towary czy usługi, istotna jest procentowa ilość utraconych korzyści z tym związana. Tak stworzona narracja sprawia, że nawet indywidualny (zależny od wyborów konsumenckich) podatek VAT staje się degresywny. Powiązanie zależności zarobków w decylowych grupach dochodowych względem stawek opodatkowania indywidualnego podatku VAT zawsze przy takiej narracji skończy się uznaniem tego podatku za degresywny. Idąc tym tropem, aby „naprawić” rzekomą degresywność podatku VAT trzeba byłoby, płacić procentem od dochodów za przykładowy towar bądź usługę (np. chleb byłby droższy dla osób osiągających wyższe dochody), co jest nonsensem.

Ustalony dogmat postrzegania systemu „podatkowo-składkowego” w całości, a więc wrzucenie do jednego worka różnych grup podatków i składek (m.in. PIT, CIT, NFZ, ZUS, VAT) musi prowadzić do niebezpiecznych wniosków – niezbędności „poprawy” rzekomo degresywnego, więc dysfunkcyjnego systemu podatkowego i dogmatycznego „przywrócenia” progresji podatkowej, a więc zwiększenia roli państwa. Jednocześnie stawiane tezy, jakoby podniesienie obciążeń wśród osób lepiej zarabiających miało zmienić sytuację pozostałych, mierzoną dostępnością usług publicznych czy nawet stopniem redystrybucji, jest całkowicie chybione.

Podsumowując, o degresywności mówimy wtedy, kiedy osoby w tej samej sytuacji prawnej i faktycznej płacą procentowo niższy podatek (PIT, CIT), im większy jest ich dochód. Taka sytuacja nie ma miejsca w Polsce. Polska jest krajem ludzi na dorobku. Struktura zamożności społecznej w Polsce jest taka, że mniej niż 0.5% dorosłych polaków ma ponad 1 mln USD aktywów. W krajach bogatych, do których – jak się wydaje dążymy – takich osób jest kilku-kilkunastokrotnie więcej. Bogacimy się, ale wciąż jesteśmy wielokrotnie biedniejsi od krajów rozwiniętych.

Kontakt do autora:
dr Sergiusz Prokurat
Członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich
Autor książki „Praca 2.0: Nie ukryjesz się przed rewolucją rynku pracy”
email: sergiusz.prokurat@gmail.com
tel. +48 502 95 2497

Towarzystwo Ekonomistów Polskich (TEP) krzewi wiedzę ekonomiczną i wyjaśnia zjawiska gospodarcze współczesnego świata, propagując poszanowanie własności prywatnej, wolną konkurencję oraz wolność gospodarczą, jako warunki rozwoju Polski. Zrzesza praktyków biznesu i teoretyków różnych dziedzin nauk ekonomicznych.