Koronawirus w Polsce a gospodarka: gdzie jesteśmy, czego możemy oczekiwać (24/2020)

WHO ogłosiła 11 marca br. stan pandemii. Liczba zarażonych w Polsce i na świecie rośnie, a w tym samym czasie coraz bardziej widoczna jest panika na rynkach i w gospodarce. Polski rząd przygotował tzw. tarczę antykryzysową, ale to wszystko może się skończyć koniecznością cięcia wydatków socjalnych, zamrożeniem płac w budżetówce, ograniczeniem inwestycji, dalszym podnoszeniem podatków.

W ciągu ostatnich tygodni rząd podjął decyzje, które ukształtują pejzaż gospodarczy Polski nie tylko na najbliższy kwartał, ale będą miały bez wątpienia konsekwencje długofalowe. Po pierwsze, zapadła decyzja o ograniczeniach działalności gospodarczej w wielu branżach, w których istnieje bezpośredni kontakt pomiędzy ludźmi. Ograniczona została swoboda zgromadzeń, poruszania się, w tym przemieszczania się między krajami, po to, by ograniczyć rozprzestrzenianie się epidemii. W wyniku tej decyzji branże takie jak turystyka, gastronomia, transport, edukacja, cześć usług, handlu oraz produkcji przemysłowej są w stanie zawieszenia. Przykład turystyki pokazuje problem. Zapewnia ona pracę dla ponad 700 tys. osób, a jej udział w polskim PKB wynosi 6 proc. Jeżeli na skutek zawieszenia działalności teraz i na nie wiadomo jak długo, zatrudnienie spadnie w turystyce o 2/3 w skali roku, to przyczyni się do wyzerowania wzrostu gospodarczego Polski w 2020 roku. A przecież w stanie zawieszenia są też inne branże, co będzie wywoływać efekt domina: osoby pozbawione bieżących dochodów będą ograniczać swoje zakupy i kryzys przenosić się będzie na kolejne branże, także te niedotknięte ograniczeniami.

Po drugie, decyzją Rady Polityki Pieniężnej nastąpiła pierwsza od pięciu lat obniżka stóp procentowych do najniższego w historii poziomu 1 proc. (stopa referencyjna NBP). Reakcja rynku i ocena tej decyzji sugerują, że nie można wyleczyć gospodarczych konsekwencji epidemii koronawirusa za pomocą polityki taniego pieniądza i programów QE (luzowania ilościowego). Przedsiębiorcy w Polsce w niewielkim stopniu korzystają z kredytu w finansowaniu inwestycji, a problemem realnej gospodarki nie jest epidemia, lecz narzucone z jej powodu ograniczenia dla działalności gospodarczej.

Po trzecie, rząd przygotował program tzw. tarczy antykryzysowej, deklarując jej wartość na poziomie 212 mld zł (ok. 9 proc. PKB). Wstępne, zgrubne wyliczenia podane przez KPRM, oraz deklarowane przez wiceministra finansów i prezesa PFR, wskazują, że z kwoty 212 mld zł 66 mld zł to planowane wydatki pochodzące z sektora finansów publicznych. Pozostała kwota to różnego rodzaju ulgi, odraczanie podatków, składek, wsparcie oferowane przez PFR i ARP, oraz wliczenie zmian w rezerwach obowiązkowych NBP, czy operacji skupu obligacji rządowych. Projekty ustaw wprowadzających zapowiedziane przez rząd zmiany są w przygotowaniu i ostateczna kwota programu, jak i jego założenia planu mogą się różnić od pierwszej zapowiedzi.

Według pierwszej zapowiedzi, w ramach tzw. I filaru „Tarczy” (obrona pracowników przed utratą miejsc pracy), państwo ma partycypować w ponoszeniu kosztów utrzymania miejsc pracy u przedsiębiorców ze stratami finansowymi – pokryć 40% wynagrodzeń pracowników do wysokości średniego wynagrodzenia, gdy co najmniej drugie 40% będzie pokrywać pracodawca, a 20% pracownik. Pracownicy firm zagrożonych bankructwem muszą liczyć się ze zmniejszonymi pensjami, nawet jeśli dane miejsce pracy nie będzie zagrożone dzięki dopłatom rządowym do pensji. Tylko część firm, które poniosły straty finansowe, uzna ten instrument za pomocny. Pozostałe przedsiębiorstwa i tak dokonają zwolnień.
W przeciwieństwie do ingerencji w kontrakty zawierane na rynku pomiędzy pracownikiem a państwem skuteczniejszym pomysłem byłoby wycofanie się z wcześniejszej podwyżki płacy minimalnej oraz jednocześnie uelastycznienie kodeksu pracy.

Mimo zapowiedzianych działań ochronnych należy się spodziewać wzrostu bezrobocia. W styczniu 2020 r., przed epidemią COVID-19, stopa bezrobocia wyniosła 5,5% (bez pracy było 920 tys. osób). Dane GUS z 2018 r. sugerują, że ok. 1,3 miliona Polaków było zatrudnionych w oparciu o kontrakty terminowe oraz 1,3 miliona pracuje jako “samozatrudnieni”. Duża część obu grup jest zagrożona brakiem pracy. Jeżeli tylko 1/3 łącznej liczby osób (czyli 850 tys.) z obu grup znajdzie się na rejestrowanym bezrobociu, momentalnie się ono podwoi.
W przypadku przedłużenia ograniczeń w działalności gospodarczej, na skutek zamknięcia restauracji, teatrów czy kin, ograniczenia transportu, zamarcia turystyki do miesiąca lub dwóch miesięcy, mogą powstać poważne efekty zewnętrzne – upadki firm, masowa niewypłacalność kontrahentów oraz tymczasowy wzrost bezrobocia do dwucyfrowej wysokości.

W ramach I filaru znalazły się zapowiedzi dotyczące prolongaty rat kredytowych i opłat za media, które są pomysłami właściwymi, choć przenoszą problemy na podmioty świadczące usługi. W ramach II filaru, skierowanego do przedsiębiorców, pojawiły się zapowiedzi gwarancji kredytowych, finansowania leasingu dla firm transportowych, szeregu rozwiązań o charakterze płynnościowym, które mają zapewnić BGK i PFR. Zapowiedziane zostały mikropożyczki (do 5 tys.) dla mikro firm, pod warunkiem iż nie zwolnią one żadnego pracowników w ciągu 6 miesięcy. Jeżeli się to nie uda, firmy będą musiały zwrócić pieniądze. Jednak taka mikropożyczka będzie albo niewystarczającej wysokości w stosunku do potrzeb firm, albo nie będzie wystarczającym bodźcem do utrzymania miejsca pracy.

W propozycji pakietu antykryzysowego zabrakło wielu rozwiązań na które liczą firmy: zawieszenia lub odroczenia terminów procesowych, uelastycznienia przepisów BHP oraz obowiązku badań lekarskich dla pracowników. W obliczu pandemii, poza wspomnianym wcześniej czasowym rozluźnieniem prawa pracy, niezbędne są także gruntowne zmiany w zakresie marginalizacji podatków sankcyjnych oraz mechanizmów wspomagających przedsiębiorców, gdy chodzi o odpowiedzialność za niezrealizowanie umów, których powody mogą być skomplikowane. Również możliwość zatrudnienia cudzoziemców w czasach pandemii wymaga gruntownego uproszczenia oraz poprawnej administracji pozwalającej na kontynuację zatrudnienia obcokrajowca po utracie ważności tzw. „oświadczenia o powierzeniu pracy cudzoziemcowi”.

Kluczowa wydaje się nie tylko skala programu rządowego, a także kwestia, jak długo Polska gospodarka będzie funkcjonowała w stanie zaordynowanego przez rząd zawieszenia. To jest ważne dla przedsiębiorców, ale jest też druga – makroekonomiczna – strona tego medalu: od strat poniesionych w tym czasie, wielkości finansowania programu oraz roszczeń społecznych zależy, z jak dużym deficytem w tym roku trzeba będzie się zmierzyć. Z dużym prawdopodobieństwem można się spodziewać, że przekroczy on 5 proc. PKB. Czarny scenariusz może zakładać, że mimo iż NBP będzie kupował obligacje rządu, co samo w sobie rodzi duże wątpliwości, to stabilność finansów publicznych zostanie postawiona w stan zagrożenia. Jeszcze w końcu 2019 roku wartość długu publicznego do PKB wynosiła ok. 45 proc. Do drugiego progu ostrożnościowego wynoszącego 55 proc. brakuje nam ok. 190 mld zł, tymczasem jeżeli wpływy do budżetu państwa z VAT i akcyzy w 2020 roku zdecydowanie zmaleją, a Polska gospodarka wejdzie w stan recesji, to rząd może być pod koniec roku zmuszony do cięcia wydatków socjalnych, zamrożenia płac w budżetówce oraz wstrzymania lub opóźnienia inwestycji niemających ekonomicznego uzasadnienia w sytuacji kryzysowej (przekop Mierzei Wiślanej, CPK). Możemy też spodziewać się kolejnego podniesienia podatków.


Kontakt do autora:
dr Sergiusz Prokurat
Członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich
Adiunkt w Instytucie Nauk Ekonomicznych PAN
e-mail: sergiusz.prokurat@gmail.com
tel. +48 502 95 2497

Towarzystwo Ekonomistów Polskich (TEP) krzewi wiedzę ekonomiczną i wyjaśnia zjawiska gospodarcze współczesnego świata, propagując poszanowanie własności prywatnej, wolną konkurencję oraz wolność gospodarczą, jako warunki rozwoju Polski. Zrzesza praktyków biznesu i teoretyków różnych dziedzin nauk ekonomicznych.

No Comments Yet

Comments are closed